Umów rozmowę
Decyzja

Kiedy architekt wnętrz naprawdę się opłaca

Katarzyna Jednorowska7 min czytaniaDecyzja

Pytanie nie brzmi „czy stać mnie na architekta", tylko czy stać mnie na jego brak. Najtańszy moment, żeby zatrudnić projektanta, to ten, w którym jeszcze niczego nie wyburzyłeś.

W praktyce widzę dwa typy klientów. Pierwszy dzwoni przed remontem i pyta o zakres. Drugi dzwoni w trakcie, kiedy wykonawca pyta o płytki, a pralka nie mieści się tam, gdzie miała stać. Pierwsza rozmowa kosztuje czas. Druga kosztuje też pieniądze, bo dotyczy decyzji, których nie da się już cofnąć bez kucia.

Trzy sytuacje, w których projekt zwraca się szybciej niż kosztuje

1. Mieszkanie od dewelopera w stanie deweloperskim

Tu projekt zwraca się najszybciej, bo wszystko jest jeszcze decyzją, nie faktem. Każda ścianka działowa, każde podejście pod kran, każde gniazdko, postawione raz, kosztują tyle samo bez względu na to, czy stoją w dobrym miejscu, czy nie. Architekt sprawdza, gdzie powinny stać, zanim wykonawca poprowadzi rury.

Konkretny rachunek: przesunięcie jednego przyłącza wody po wylewce to 800–2 500 zł. Sześć takich „drobiazgów" w łazience i kuchni to koszt rocznej raty projektu.

2. Mieszkanie z drugiej ręki przed remontem

Tu projekt wyłapuje to, czego nie widać przy oglądaniu w niedzielę: piony, dyspozycję ścian nośnych, realny układ instalacji, ograniczenia spółdzielni. Architekt podpowie, co da się zmienić, co nie, i co realnie poprawi mieszkanie, a co tylko dołoży 30 tysięcy do faktury.

3. Zmiana funkcji, dziecko, praca zdalna, dwie strefy

To moment, w którym mieszkanie, które działało, nagle przestaje działać. Projekt rzadko oznacza tu wielki remont. Częściej, mądre przesunięcie funkcji, czasem jedna ściana, czasem zamiana ról pokoi. Diagnoza wnętrza wystarcza w 70% takich przypadków.

Kiedy projekt nie ma sensu

Jestem uczciwa: są sytuacje, w których nie warto.

  • Mieszkanie pod krótki wynajem. Jeśli planujesz mieszkać rok–dwa, kosztowne ingerencje się nie zwrócą. Lepiej zainwestować w meble, które zabierzesz dalej.
  • Kosmetyka, odświeżenie, ściana, jeden mebel. Wtedy wystarczy konsultacja godzinowa, nie cały projekt.
  • Mieszkanie inwestycyjne pod sprzedaż. Tu liczy się home staging i optyka, nie funkcja codzienna.

Matematyka błędu

Najczęściej powtarzane „zaoszczędziłem na projekcie" oznacza w praktyce trzy konkretne błędy:

  1. Kuchnia, którą trzeba przerabiać. Źle policzona wysokość blatu, brak miejsca na lodówkę pod zabudowę, źle ustawiony piekarnik. Koszt korekty: 4 000–12 000 zł.
  2. Łazienka z pralką w salonie. Nie zmieściła się tam, gdzie miała. Przeniesienie podejść: 2 000–5 000 zł + nowe płytki.
  3. Garderoba, której nie ma. Bo „zmieścimy się w szafie". Po roku, szafa pełna, pokój pełen, decyzja: kupić kolejną szafę albo żyć w bałaganie.
Twarda zasada

Projekt wnętrza kosztuje średnio 2–4% wartości remontu. Jeden poważny błąd w układzie, od 5% w górę. Matematyka jest po jednej stronie i to nie jest strona „bez projektu".

Najtańszy wariant: diagnoza zamiast pełnego projektu

Nie każdy potrzebuje pełnej dokumentacji wykonawczej. Czasem wystarczy diagnoza wnętrza, kilkugodzinna sesja, podczas której patrzymy razem na rzut, sposób życia i decyzje, których nie da się cofnąć. To 790 zł netto, kwota odlicza się od pełnego projektu, jeśli się na niego zdecydujesz.

Jeśli wiesz, że projekt Ci się opłaca, ale nie wiesz, w jakim wariancie, zacznij od bezpłatnej rozmowy. Po 20 minutach mam jasność, czego potrzebujesz, i mówię wprost.

Bezpłatna rozmowa

Sprawdźmy razem, czy projekt Ci się opłaca.

20 minut, bez zobowiązań. Po rozmowie wiesz, czy potrzebujesz diagnozy, pełnego projektu, czy tylko jednej dobrej rady przed remontem.

Wolisz najpierw porozmawiać? Zadzwoń: +48 506 042 536

Zadzwoń Umów wizytę